wtorek, 16 kwietnia 2013

Przepis na pyszną zupę i gotowanie na warsztatach w Małej Toskanii

Zacznę od magicznego miejsca, w którym się odbyły, poprowadzone przeze mnie i BeeL (tu piszemy razem). Adres znaleziony w internecie, niesprawdzony wcześniej, ryzykownie, ale raz kozie śmierć. Po wygramoleniu się z samochodu, gadatliwe zwykle baby i jednego chłopa zatkało. A potem lataliśmy wydając okrzyki jedno i wielosylabowe. W wołaczu wyłącznie. Głosami nadzwyczaj dobrze ustawionymi emisyjnie. No cudne wnętrza, "Mała Toskania" na jurze krakowsko-częstochowskiej, odtworzona z klimatem w całości i w detalach. Piękna, znakomicie wyposażona kuchnia z PIEKARNIKIEM, żadne tam agroturystyczne byleca i zatkajdziury z małymi deseczkami do krojenia. Mikser, toster.... Boszszsz!  Naczynia do zapiekania i patelnie. Brytfanny i tortownica. ZMYWARKA. Łopatki i obieraczki. Tarki i tareczki. Garnki wszystkie co trzeba. Kremowa w kolorze zastawa. Koszyczki, tacki i filiżanki. Kieliszki do alkoholi różnistych, szklanki takie i śmakie. Wąchałyśmy kuchenny regał. Przysięgam - pachniał delikatnie cynamonem. W każdym pokoju wykończona w każdym drobiazgu łazienka, a w każdej łazience duża suszarka do włosów i grube ręczniki. Piękna, w dobrym gatunku pościel. Scrubble, kości do gry, książki i płyty z dobrą muzyką, ze sprzętem do jej odtwarzania. Suszona lawenda i bukiety hortensji. Na wielkim, drewnianym tarasie (jakieś blokowe m4) stół i leżaki w paski. Rozmaryn w doniczce. Nawet  gdyby baaaardzo chciał, przyczepić się nie miałby do czego. Miejsce na warsztaty, integracje i przyjęcia. Na święta, weekendy, urlopy, wszystkie dni wolne i zajęte. To nie egzaltacja, to prawdziwy zachwyt jest, Mała Toskania wywarła na mnie wrażenie. Telefoniczny kontakt z Właścicielem (chyba praktykuje ZEN czy coś) też był wyjątkowy. Nie odezwał się słowem o tym, że przypadkiem wybrałam jego numer w środku nocy, w niedzielę zadzwoniłam w sprawie papieru toaletowego który BYŁ, oraz zapytałam o możliwość wypożyczenia książki znalezionej na regale, której nakład się wyczerpał. Noszszsz, cuda. Nie napisałam, że jest jeszcze kort i z tarasu jest widok na plantację leszczyny oraz że w oddali widać niewielki stok narciarski? Widziałam tu i tu zdjęcia zrobione latem. Zabierzcie nas tam wtedy ze sobą! Zachęcam do obejrzenia tego linka, żeby złapać wielki haust energii, nawet jeśli nie możecie tam pojechać.


Ale się rozhuśtałam:)

I teraz o warsztatach. Starałyśmy się prowadzić lekko. Kierunkować. Delikatnie wskazywać. Bez sztywności w regułach, bo założenie było takie, że ma być przyjemnie, twórczo i  spontanicznie, a nawet gotować nie trzeba jak się chce. Aromatycznie. Tajska zupa na obiad w piątek. Włoska piątkowa kolacja i polska sobota. Grissini i dipy. Sałaty i magiczny dressing BeeL. Kurczę w tymianku, rozmarynie i warzywnym misz - maszu. Ciasteczka kawowe (były tu)  i sernik pomarańczowy na brownie (przepis tutaj). Pysznie. Może gdyby Właściciel Domu powąchał i spróbował tego, co zostało ugotowane, pozwoliłby nam zamieszkać tu cały rok??!! No i do tego relaks z grupą przyjaciół. Nastrojona gitara. Krzyżówki. Książki. Rozmowy. Gigantyczne wybuchy śmiechu i głębokie oddechy. Nikt nic nie musiał. Prawda, że to brzmi dobrze? I było!

Poniżej zdjęcia autorstwa naszej Dżoany - Joanny Rosińskiej - Piasny, kursantki z fotograficzno - podróżniczym wicem, której znakomite fotografie z egzotycznych wypraw można obejrzeć tutaj.










Wspomnienie zupy  zapisuję. Niestety  zdjęcia zostały zrobione telefonem i ich jakość nie nadaje się do pokazania. Musicie uwierzyć na słowo, że wyglądała pięknie a smak był bajeczny:) 


Przepis Beelki na "prawie tajską z prawie krabem"

Składniki

- 2 l bulionu
- 2 łyżki oleju kokosowego/sezamowego
- 3 łyżki startego imbiru
- 2 strąki chili, drobno posiekane
- 2 małe szalotki, drobno pokrojone
- 3 ząbki czosnku, też posiekane
- 2 garstki ryżu jaśminowego
- starta skórka z limonki
- sok z tejże
- 1 puszka mleka kokosowego
- 6 łyżek sosu rybnego
- 2 łyżki sosu sojowego
- 2 łyżki marynaty  "w stylu tajskim" tao tao
- paczka paluszków krabowych pokrojonych na centymetrowe kawałki
- warzywa rozmaite - tym razem trafiła się mieszanka zielonego groszku, kukurydzy i marchewki (mrożona paczuszka z Lidla), brokuły surowe (porozrywane na kwiatki), 10 rzodkiewek pokrojonych na ćwiartki pęczek szczypioru, posiekany


Na oleju przesmażyłam krótko posiekane szalotkę, czosnek i chili, dodałam imbir i skórkę limonki. Całość zalałam bulionem, sosami rybnym i sojowym oraz marynatą tajską. Do wrzącego płynu wrzuciłam ryż, a po 7 minutach pokrojone warzywa. Po ok. 3 minutach od zawrzenia dodałam mleko kokosowe, paluszki i sok z limonki. Gotowe! Aha, jeszcze szczypior do każdej miseczki. I teraz to na pewno "już"

1 komentarz :

  1. piekne wnetrza, bardzo w moim stylu, zwłaszcza ten konik mnie urzekł!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo lubimy czytać Wasze komentarze!


Drukuj

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
/* */