wtorek, 30 kwietnia 2013

Uszka do barszczu

Zamiast zdjęcia jest film. Ciasto Babci Zosi znalezione przez BeeL w sieci doskonale się sprawdziło, jest miękkie i sprężyste, dobrze się skleja. Wyszło ich sporo, ułożyłam dużą część na cienkiej desce, włożyłam do zamrażarki, a kiedy stwardniały, przesypałam do woreczków na mrożonki. Przepis na barszcz znajdziesz tutaj. Farsz najlepiej przygotować dzień wcześniej, wybrałam grzybowy. Uch, obejrzyjcie!

A. Żeby było ładniej, trzeba kliknąć zębate kółeczko ustawień w okienku filmiku na YouTube
i przełączyć na jakość HD. Piszę, bo sama na to nie wpadłam :)


   

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Jak się robi zimne nóżki

Od pewnego czasu chodził za mną pewien pomysł. Dojrzewał sobie nieśmiało. Może nie potrafię, pewnie się nie uda, nie nadaję się... gadało mi coś w środku. Zrobiłam krok, jeden mały i drugi, namówiłam do współpracy przyjaciół i tadaaaam! Nakręciliśmy krótki filmik. Przy pomocy genialnego operatora - Szymona i aparatu znanej firmy, póki co pożyczonego od kolegi (Michał - wielkie buziaki!) nakręciliśmy coś w rodzaju tutorialu, albo raczej ruchomego obrazka w jakości HD, na którym można zobaczyć z czego i jak wykonać uszka do barszczu. Celem jest nie tyle instruktażowe podejście, choć przepis oczywiście zamieszczę. Chodzi o to, że uważam, że samodzielne przygotowanie jedzenia, bez pośpiechu, polepszaczy i fabryk jest zwyczajnie dobre i przyjemne. Dla twórcy i zjadaczy. Może uda nam się pokazać to na naszych obrazkach, mamy w planie przygotowanie serii podobnych. Do filmów sami piszemy i nagrywamy muzykę. Zatem jutro powinien być. Może się spodoba.

Zimne nóżki. Galaretka z zimnych nóżek. 

Wyoglądałam je u Magdy Gessler. Nostalgicznie mnie natchnęła do przypomnienia tego smaku, za którym w dzieciństwie nie przepadałam. Do tej pory robiłam często kurczaka w galarecie. Z oszczędności na kaloriach rzecz jasna. To zupełnie inna bajka i odmienny całkiem smak. Prawdziwe nóżki nie wymagają użycia żelatyny, trzeba je długo gotować a galaretka będzie miała odpowiednią konsystencję.




niedziela, 28 kwietnia 2013

Sernik kajmakowy

Miał być kajmakowy, domowy budyń. Wyszedł jakiś taki niejednolity, niezbyt gładki, a przecież zwykle się udaje. Pomyślałam, że mogę go przerobić na krem, podać jako deser. Roztarłam masło, dodałam budyń, dużo zostało, szkoda. Ostatecznie chlusnęłam resztę, dokupiłam zmielony ser i udał się piękny, karmelowy sernik na gotowanym budyniu. Upiekłam go w kąpieli wodnej, nie opadł, jest równy i puszysty. 



piątek, 26 kwietnia 2013

Kapuśniak

Można go ugotować ze słodkiej lub kiszonej kapusty, ja najbardziej lubię ich mieszankę. Kapuśniak musi mieć wyraźny posmak wędzonki, zatem boczek, wędzone kości i dodatek kiełbasy są wskazane. Najpierw gotujemy wywar na mięsiwie z kośćmi i warzywach. W osobnym garnku kapustę kiszoną. Słodką dodaję pod koniec gotowania wywaru.    


czwartek, 25 kwietnia 2013

Biszkopt praski

Znalazłam go u Dorotus szukając czegoś tam. Odkryłam, że w-zetka, którą robię ma taki sam skład jak u niej i że w ten sam sposób przygotowuje się rosyjski tort z maślanym kremem, podawany w restauracji Praska. Biszkopt jest nieco cięższy i mniej puchaty niż zwykły ze względu na dodatek masła. Oryginalnie ciasto w  torcie nie jest nasączone. Ja używam ponczu z alkoholem. 




środa, 24 kwietnia 2013

Śledzie w occie marynowane

Tak. W prawdziwym occie. Rozcieńczonym, ale zwykłym, nie jabłkowym, winnym czy balsamico.  Można jeść albo psioczyć że niezdrowe. Nie namawiam. Choć delikatny bardzo jest i w sam raz kwaśny. Wybór każdy przecież ma. Kiedyś byłam na pewnej rocznicy ślubu. Moja siostra popatrzyła na stół, a tam jak raz stał słoik ze śledziami. "- Czy widzisz, że ten śledź wyraźnie do mnie mówi? Muszę go zjeść" - powiedziała.  Może to i  po occie było, nie pamiętam.  Dla tych co śledzie w nim lubią - podaję przepis.



wtorek, 23 kwietnia 2013

Ciasteczka bananowo - cytrynowe

Te ciasteczka mają maślany aromat. Są wyraźnie owocowe, wilgotne. Można umieścić w nich dodatek owsianych płatków, przez co wydadzą się być rozsądniejszym wyborem słodyczowym. Zapisałam również wersję dla tych, którzy za płatkami nie przepadają. Każdy, nawet zupełny nowicjusz kuchenny poradzi sobie z ich wykonaniem. Łatwe. Dobrze je zrobić teraz, kiedy pogoda taka cudna, można usiąść na balkonie albo w otwartym oknie z kubkiem mleka i takim małym coniecem. Albo zamknąć w słoju i zaczekać na przyjście gości.





poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Brownie z sernikiem i malinami

Brownie to ciasto bez proszku do pieczenia. Zatem niespulchnione, czyli zakalcowate, lekko ciągnące, wilgotne. Niewysokie. Mocno czekoladowe. Dodatek sernika i malin idealnie z nim kontrastuje. Uzupełnia. Podkreśla. Jasna warstwa jest wyraźniejsza i cięższa niż jogurtowa delikatność w  Wiśniowej Królewnie .


sobota, 20 kwietnia 2013

Rolada z bitą śmietaną - Malinowa Mamba

Żeby wyszła modelowo jak u Olgi Smile,  trzeba pamietać o paru rzeczach. Śmietana powinna być przed ubiciem mocno schłodzona w lodówce, cukier dodany pod koniec ubijania, ilość składników taka sama jak w przepisie, a podczas zwijania nic nie może nam przeszkadzać. Rolowanie bowiem nie może sobie poczekać. U mnie przerwę wymusił LISTONOSZ. Ciasto zdążyło lekko przestygnąć i popękało. Roladę taką robiłam wiele razy z różnymi dodatkami. Piękniejsze zdjęcie wykonam następnym razem, zamknę drzwi i wyłączę dzwonek. Tym razem kupiłam malutką porcję hiszpańskich malin. Okazały się bardzo aromatyczne i ich smak jest bardzo wyraźny.   



piątek, 19 kwietnia 2013

Sałatka z brokułami na włoską nutę

Chrupie. Jest wystarczająco zielona. I wystarczająco czerwona. I pachnie zrumienioną na chrupko włoską szynką . Delikatnie czosnkiem. BeeL znalazła w sklepie L ocet balsamiczny w kremowej emulsji, która powoduje, że sos z jej dodatkiem  przykleja się do składników sałatki, nie spływa na dno talerza lub salaterki. Genialny wynalazek.





czwartek, 18 kwietnia 2013

Udka kurczaka w bazyliowo - śmietanowym sosie

Filozofia tego dania jest prosta. Szybko i bez wysiłku, kiedy nie ma się czasu na kuchenne wyczyny. Udka należy wyluzować, czyli mięso oddzielić od kości, ale nie zależy nam na zachowaniu kształtu, trzeba je pokroić na kawałeczki na jeden kęs. Będzie smacznie z chlebem na kolację, na obiad z  ziemniakami, makaronem lub kaszą.   


środa, 17 kwietnia 2013

Ciastko "dwubiegunówka"

Nazwę nadałam mu z powodu kontrastowo różnie smakujących warstw. Ciastko to powstało na bazie przepisu zaczerpniętego od ChilliBite  na mazurek. Nie uwinęłam się z nim na święta, jego opis był intrygujący, w dodatku mazurek nazywał się "trójmagiczny". Podczas przygotowywań, przepis z konieczności wyewoluował. Zagubiłam puszkę z kajmakiem i znalazłam ją dopiero dwa dni później w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Jedna z magicznych warstw musiała zatem zostać zamieniona na czekoladowy mus. Proponuję pokrojenie ciastek na mniejsze kostki niż na zdjęciu, takie na jeden kęs, są dość intensywne w smaku i z tak dużą porcją trudno się uporać jednorazowo.   




wtorek, 16 kwietnia 2013

Przepis na pyszną zupę i gotowanie na warsztatach w Małej Toskanii

Zacznę od magicznego miejsca, w którym się odbyły, poprowadzone przeze mnie i BeeL (tu piszemy razem). Adres znaleziony w internecie, niesprawdzony wcześniej, ryzykownie, ale raz kozie śmierć. Po wygramoleniu się z samochodu, gadatliwe zwykle baby i jednego chłopa zatkało. A potem lataliśmy wydając okrzyki jedno i wielosylabowe. W wołaczu wyłącznie. Głosami nadzwyczaj dobrze ustawionymi emisyjnie. No cudne wnętrza, "Mała Toskania" na jurze krakowsko-częstochowskiej, odtworzona z klimatem w całości i w detalach. Piękna, znakomicie wyposażona kuchnia z PIEKARNIKIEM, żadne tam agroturystyczne byleca i zatkajdziury z małymi deseczkami do krojenia. Mikser, toster.... Boszszsz!  Naczynia do zapiekania i patelnie. Brytfanny i tortownica. ZMYWARKA. Łopatki i obieraczki. Tarki i tareczki. Garnki wszystkie co trzeba. Kremowa w kolorze zastawa. Koszyczki, tacki i filiżanki. Kieliszki do alkoholi różnistych, szklanki takie i śmakie. Wąchałyśmy kuchenny regał. Przysięgam - pachniał delikatnie cynamonem. W każdym pokoju wykończona w każdym drobiazgu łazienka, a w każdej łazience duża suszarka do włosów i grube ręczniki. Piękna, w dobrym gatunku pościel. Scrubble, kości do gry, książki i płyty z dobrą muzyką, ze sprzętem do jej odtwarzania. Suszona lawenda i bukiety hortensji. Na wielkim, drewnianym tarasie (jakieś blokowe m4) stół i leżaki w paski. Rozmaryn w doniczce. Nawet  gdyby baaaardzo chciał, przyczepić się nie miałby do czego. Miejsce na warsztaty, integracje i przyjęcia. Na święta, weekendy, urlopy, wszystkie dni wolne i zajęte. To nie egzaltacja, to prawdziwy zachwyt jest, Mała Toskania wywarła na mnie wrażenie. Telefoniczny kontakt z Właścicielem (chyba praktykuje ZEN czy coś) też był wyjątkowy. Nie odezwał się słowem o tym, że przypadkiem wybrałam jego numer w środku nocy, w niedzielę zadzwoniłam w sprawie papieru toaletowego który BYŁ, oraz zapytałam o możliwość wypożyczenia książki znalezionej na regale, której nakład się wyczerpał. Noszszsz, cuda. Nie napisałam, że jest jeszcze kort i z tarasu jest widok na plantację leszczyny oraz że w oddali widać niewielki stok narciarski? Widziałam tu i tu zdjęcia zrobione latem. Zabierzcie nas tam wtedy ze sobą! Zachęcam do obejrzenia tego linka, żeby złapać wielki haust energii, nawet jeśli nie możecie tam pojechać.


Ale się rozhuśtałam:)

I teraz o warsztatach. Starałyśmy się prowadzić lekko. Kierunkować. Delikatnie wskazywać. Bez sztywności w regułach, bo założenie było takie, że ma być przyjemnie, twórczo i  spontanicznie, a nawet gotować nie trzeba jak się chce. Aromatycznie. Tajska zupa na obiad w piątek. Włoska piątkowa kolacja i polska sobota. Grissini i dipy. Sałaty i magiczny dressing BeeL. Kurczę w tymianku, rozmarynie i warzywnym misz - maszu. Ciasteczka kawowe (były tu)  i sernik pomarańczowy na brownie (przepis tutaj). Pysznie. Może gdyby Właściciel Domu powąchał i spróbował tego, co zostało ugotowane, pozwoliłby nam zamieszkać tu cały rok??!! No i do tego relaks z grupą przyjaciół. Nastrojona gitara. Krzyżówki. Książki. Rozmowy. Gigantyczne wybuchy śmiechu i głębokie oddechy. Nikt nic nie musiał. Prawda, że to brzmi dobrze? I było!

Poniżej zdjęcia autorstwa naszej Dżoany - Joanny Rosińskiej - Piasny, kursantki z fotograficzno - podróżniczym wicem, której znakomite fotografie z egzotycznych wypraw można obejrzeć tutaj.










Wspomnienie zupy  zapisuję. Niestety  zdjęcia zostały zrobione telefonem i ich jakość nie nadaje się do pokazania. Musicie uwierzyć na słowo, że wyglądała pięknie a smak był bajeczny:) 


Przepis Beelki na "prawie tajską z prawie krabem"

Składniki

- 2 l bulionu
- 2 łyżki oleju kokosowego/sezamowego
- 3 łyżki startego imbiru
- 2 strąki chili, drobno posiekane
- 2 małe szalotki, drobno pokrojone
- 3 ząbki czosnku, też posiekane
- 2 garstki ryżu jaśminowego
- starta skórka z limonki
- sok z tejże
- 1 puszka mleka kokosowego
- 6 łyżek sosu rybnego
- 2 łyżki sosu sojowego
- 2 łyżki marynaty  "w stylu tajskim" tao tao
- paczka paluszków krabowych pokrojonych na centymetrowe kawałki
- warzywa rozmaite - tym razem trafiła się mieszanka zielonego groszku, kukurydzy i marchewki (mrożona paczuszka z Lidla), brokuły surowe (porozrywane na kwiatki), 10 rzodkiewek pokrojonych na ćwiartki pęczek szczypioru, posiekany


Na oleju przesmażyłam krótko posiekane szalotkę, czosnek i chili, dodałam imbir i skórkę limonki. Całość zalałam bulionem, sosami rybnym i sojowym oraz marynatą tajską. Do wrzącego płynu wrzuciłam ryż, a po 7 minutach pokrojone warzywa. Po ok. 3 minutach od zawrzenia dodałam mleko kokosowe, paluszki i sok z limonki. Gotowe! Aha, jeszcze szczypior do każdej miseczki. I teraz to na pewno "już"

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Ciasteczka kawowe

Ciasteczka te zostały wykonane na wyjątkowych warsztatach. Szybko zostały zjedzone a zapach był taki, że trzeba było pośpieszyć się z robieniem zdjęć. O kulinarnych naukach i o magicznym miejscu z piękną kuchnią, zamieszczę wkrótce obszernego posta. Tylko ogarnę jeszcze parę rzeczy, które zwykle napadają na mnie, kiedy wraca się do domu po weekendowej nieobecności :) 




piątek, 12 kwietnia 2013

Sernik pomarańczowy

Nie byłam staranna. I uważna. Miałam w głowie lekki chaos z powodu ilości rzeczy do wykonania przed. Musiałam się spakować, przygotować zaopatrzenie dla rodziny na weekend oraz zrobić zakupy i zabrać prowiant na wyjazd. Za późno zaczęłam przygotowania. I ozdobna kręcioła, zaplanowana szczegółowo, nie wykonała sto procent planu w wyglądaniu. Za wcześnie wyjęta z piekarnika (czekało następne w kolejce) strzeliła focha i opadła lekko, w dodatku nierównomiernie. Poza tym piekłam ją w bardzo dużej tortownicy i lekko improwizowałam w proporcjach. O kąpieli wodnej przypomniałam sobie kiedy już piętnaście minut siedziała w piekarniku. I nie była na kratce tylko na zwykłej blaszce. Pomarańczowa spiralka do dekoracji stała zbyt długo w oczekiwaniu na upieczenie i rozpłynęła się trochę. Ale ponieważ ciasto na pewno upiekę niejeden raz, następnym szczegółowo opiszę udoskonaloną formę dekoracji.           





czwartek, 11 kwietnia 2013

Wuzetka - tort

Tort w środku tygodnia i bez okazji - proszszsz bardzo. Padło na ciemne, nasączone ciasto, z lekko kwaśnym, śmietanowym kremem. Jak to, z warszawskiej cukierni, do której jechaliśmy specjalnie sto lat temu z rodzicami. Oryginalne, ze względu na zawartość tłuszczu, jest nieco cięższe niż klasyczne, ciemne biszkopty, z których dużo osób piecze "wuzetki". Również krem nieco wyewoluował i najczęściej wykonywany jest z ubitej, słodkiej śmietanki. By osiągnąć ten właściwy, należy utrzeć masło na puch z cukrem i kwaśną śmietaną. Wybrałam pośrodku. Do ciasta dodałam nieco stopionego masła, przez co  stało się troszkę cięższe niż zwykły biszkopt, ale dało się ładnie nasączyć. Poszperałam, i jest to pomysł podany też przez  Dorotus, która zastosowała do nasączenia nalewkę wiśniową i wiśnie z nalewki do przełożenia. Wykorzystała tam biszkopt z tortu praskiego, na który przepis również podaje. Użyłam kwaśnej śmietany 30% z dodatkiem mascarpone, dzięki temu osiągnęłam zamierzony słodko - kwaśny efekt. Słodka śmietanka ubija się zwiększając mocniej objętość, warstwa kremu będzie wtedy wyższa niż na zdjęciach.


  

środa, 10 kwietnia 2013

Najłatwiejsza sałatka owocowa

Trochę koloru i energii, choćby na zdjęciach i podniebieniu funduję sobie, a co. W wersji dla nieoszczędzających na kaloriach, proponuję dodatek w postaci czapeczki z łyżki serka mascarpone utartego z niewielką ilością cukru pudru. U mnie wystąpił chwilowy brak:) Rodzaj owoców użytych do sporządzenia sałatki może być zupełnie przypadkowy lub szczegółowo zaplanowany oraz zgodny z indywidualnymi upodobaniami.   



wtorek, 9 kwietnia 2013

Barszcz ukraiński

Zawsze myślałam, że obowiązkowym dodatkiem tej zupy jest fasola. A barszcz ukraiński na Ukrainie nie jest gotowany z tym warzywem. Ten z fasolą nosi nazwę "czernihowski". Wspólnym elementem jest dodatek czosnku i kapusty. Słodko-kwaśne połączenia lubię. Zatem na taką zupę przepis podaję.





poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Fasolka po bretońsku

Jednogarnkowa fasolowa pożywność. Idealnie jest, kiedy ziarenka są miękkie, ale nie rozgotowane. Średniej wielkości lub mniejsze. Albo całkiem duże, jeśli lubicie. Pachnące wędzonką. Można zrobić tę potrawę z fasolki z puszki. Ma ona jednak inną, papkowatą konsystencję, jej smak nie nabierze w gotowaniu zapachu wędzonego mięsa i przypraw. Będzie produktem zawierającym niezdrowe konserwanty.  Marna podróba. Warto poświęcić trochę więcej czasu i wykorzystać zwykłego, tradycyjnego "jasia" do ugotowania jej na obiad lub na kolację.

  

niedziela, 7 kwietnia 2013

Śledź marynowany w musztardowym sosie

Tę zaskakująco pyszną w smaku przystawkę łączącą przedziwne połączenie aromatów, znalazłam u Chillibite, która pięknie opisała w śledziowym poście powarsztatowe wrażenia. Z komentarzy pod nim wnioskuję, że nie tylko ja byłam zaskoczona, jak bardzo korzystna okazała się ta smakowa fuzja. Podobnie jak inne osoby, które wykonały rybę w tym sosie uważam, że jest to znakomity śledź na wigilijny stół i inne uroczyste, kulinarne okoliczności. Ostrożnie podchodząc do tego typu wynalazków sporządziłam go z połowy porcji. Naprawdę była to zbyteczna ostrożność:) 


piątek, 5 kwietnia 2013

Bajaderki

W liceum przechodziłam codziennie koło cukierni. To nie była najlepsza droga, usiłowałam zamykać oczy, przechodzić na drugą stronę ulicy... Miałam jednak wsparcie dwóch podobnych do mnie łakomczuchów i kiedy raz jedna była silna, to dwie z nas miały słabszy dzień. I w ten sposób prawie codziennie w tej cukierence bywałyśmy. Wtedy zwykle kupowałam bajaderkę. Wydawało mi się, że upieczenie jej w domu nie jest możliwe ze względu na konieczność użycia rozmaitych ciastek, które muszą być cukiernianym przeglądem tygodnia. Nie przyszło mi do głowy, że można ten pyszny zlepek słodkości przygotować specjalnie, lub że domowe, poświąteczne ostatki mogą być wystarczające do jej sporządzenia. Efekt za każdym razem wyjdzie troszkę inny, ale czyż połączenie gorzkiej czekolady, rodzynek w alkoholu i bakalii może być złe? Nieeee....  




 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Placki z brokułami

Brokuły lubię bardzo. Chrupiące, lekko blanszowane, broń boże ugotowane do zupełnej miękkości. Obejrzałam u Zjem to taki przepis i od razu wykonałam. I będę powtarzać, bo placki są bardzo smaczne, idealne na przekąskę, do maczania w dipach. Czosnkowy wydaje mi się do nich najlepszy. Myślę, że następnym razem dodam jeszcze do ciasta posiekaną pietruszkę.


 

środa, 3 kwietnia 2013

Deser z bitą śmietaną i pomarańczą

Nie trzeba zaraz robić wielkiego przedsięwzięcia, żeby sprawić rodzinie miłą niespodziankę deserową. Przygotowanie tego smakołyku to chwila. Nic wyszukanego, a jednak jest pyszny i wygląda efektownie. 



wtorek, 2 kwietnia 2013

Sałatka z kurczakiem

Chrupiąca, niezbyt ciężka mimo obecności majonezu sałatka, którą można wykonać z resztek kurczaka z obiadu. Może stanowić samodzielne, obiadowe lub kolacyjne danie, albo być jedną z wielu na miłym przyjęciu.





poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Udka z kurczaka pieczone z warzywami

Potrawa, która nie wymaga żadnej wielkiej filozofii, jest prościutka i łatwa do wykonania, a efekt znakomity. Mięso jest soczyste, kruche, bardzo aromatyczne, dzięki dużej ilości powstałego sosu odpowiednio wilgotne. Nada się jako główne danie na każdą, nawet najbardziej uroczystą okoliczność. U nas pojawiła się w porze obiadowej na świątecznym stole.



Drukuj

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
/* */